Zalanie przenośnego komputera do gier rzadko ujawnia pełen zakres zniszczeń w ułamku sekundy po kontakcie z płynem. Najczęściej usterka daje o sobie znać dopiero po kilkunastu minutach, kilku godzinach lub nawet po paru dniach od incydentu, gdy z pozoru wysuszona ciecz zaczyna wywoływać elektrokorozję pod wpływem napięcia zasilania. Płyn dostający się przez klawiaturę lub szczeliny obudowy wnika w głąb wielowarstwowego laminatu płyty głównej, gdzie natrafia na ścieżki sygnałowe, drobne rezystory oraz układy scalone. Proces niszczenia struktury połączeń lutowanych postępuje w sposób niewidoczny z zewnątrz, doprowadzając do mikroskopijnych zwarć i upływności prądu.
Kontakt cieczy z elektroniką gamingowego laptopa Gigabyte AORUS 15 rzadko kończy się natychmiastowym i całkowitym wyłączeniem urządzenia w ułamku sekundy. W praktyce serwisowej problem zalania ujawnia się najczęściej dopiero po pewnym czasie – czasami po kilku godzinach od wyschnięcia obudowy, a niekiedy po wielu dniach lub tygodniach pozornej, bezproblemowej pracy. Złudne poczucie bezpieczeństwa wynika z faktu, że woda, słodki napój, kawa czy herbata przedostają się przez szczeliny klawiatury oraz otwory wentylacyjne do wnętrza obudowy, gdzie procesy elektrochemiczne zaczynają powoli niszczyć mikroskopijne ścieżki i wyprowadzenia podzespołów. Skala zniszczeń zależy wprost proporcjonalnie od czasu reakcji, obecności napięcia na płycie głównej oraz składu chemicznego rozlanej substancji.